TWÓRCZOŚĆ ZMP

Zrzeszenie pisarzy

Siedziałam przy kominku, popijając kakao i patrząc bezmyślnie na sztuczną choinkę, która stała w rogu pokoju . Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić więc tylko siedziałam i się nudziłam. Nie dało się nawet poczytać książki bo mama postanowiła włączyć jakieś świąteczne przeboje z lat siedemdziesiątych, które słychać było teraz w całym domu, a tata pobrzękiwał garnkami gotując coś na wigilię. Jakby tego było mało mój młodszy brat wykrzykiwał najbrzydsze słowo jakie znał za każdym razem, gdy nie wychodziły mu pierniczki. Mimo tej jakże świątecznej atmosfery nie czułam tej radości, która pojawiała się zazwyczaj przed Bożym Narodzeniem. W końcu stwierdziłam, że mam już tego dość. Niedługo  święta, a ja zachowywałam się jak jakiś Scrooge. Postanowiłam, że wyjdę na spacer. 

To była bardzo dobra decyzja. Uważam, że nic tak nie wprawia człowieka w świąteczny nastrój jak spacer w śniegu i blasku kolorowych światełek – choć mogłyby zużywać nieco mniej prądu. Nagle usłyszałam coś dziwnego, jakby bardzo dużo dzwoneczków dzwoniło w jednym momencie. Obróciłam głowę w kierunku, z którego dochodził dźwięk i… zaniemówiłam. Zobaczyłam coś, czego nie spodziewałam się zobaczyć, odkąd jakieś cztery lata temu kuzynka powiedziała mi coś, co potrafiłoby zepsuć dzieciństwo każdemu dziecku. Mianowicie: że Święty Mikołaj nie istnieje. A jednak kilka metrów ode mnie, mniej więcej trzydzieści centymetrów nad ziemią, unosiły się sanie, a w nich siedział starszy mężczyzna ubrany w ciepły, czerwony kożuch i charakterystyczną czapkę. Rozejrzałam się, ale nigdzie wokół nie zobaczyłam nikogo oprócz wspomnianego wcześniej staruszka. 

„Dobrze” – pomyślałam – „to pewnie tylko jakiś przebieraniec, przecież on nie ma nawet reniferów”. Po chwili jednak zorientowałam się, że sanie w taki czy inny sposób – być może za sprawą jakichś sztuczek, ale jednak – lewitują. Zainteresowało mnie to, więc ostrożnie podeszłam bliżej. Ze środka było słychać podenerwowany głos: 
– Do stu magicznych elfów! Nigdy nie zrozumiem tego nowoczesnego ustrojstwa! Czemu takie awarie przydarzają się zawsze akurat w moim roku? – westchnął. 
– Jak to „w jego roku”? – powiedziałam do siebie odrobinę za głośno. 
– A jak ty to sobie wyobrażasz – fuknął na mnie. – że moja żona tylko siedzi w domu i gotuje mi obiady? To już nie te czasy. – Przycupnął na miękkiej kanapie w środku pojazdu. – Rozwozimy prezenty na zmianę i jak zwykle, gdy jest moja kolej, coś musi się spartaczyć. 
– Mogę spojrzeć? – zapytałam. Zdesperowany Mikołaj powoli pokiwał głową. Przyjrzałam się urządzeniu. Problem polegał na tym, że straciło ono łączność ze stacją na Biegunie Północnym, przez co elfy nie mogły komunikować się ze Świętym Mikołajem i podawać adresów dzieci, które czekały na prezenty. System był dosyć staroświecki, ale niezbyt skomplikowany, więc udało mi się go naprawić. 
– Bardzo ci dziękuję – powiedział zaskoczony staruszek. 

– Nie ma za co – uśmiechnęłam się. Czułam się, jakbym śniła. „Czy to naprawdę on?” – zastanawiałam się, gdy usłyszałam: 
– W zamian za pomoc możesz poprosić o dowolny dodatkowy świąteczny prezent. 
– Napisałam już swoją listę, to wszystko tylko dodatek i zdecydowanie mi wystarczy. 
– Dodatek do czego? – zapytał zaskoczony Mikołaj. 
– Do czasu spędzonego z rodziną – odparłam. – Nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić – westchnęłam. – Szkoda mi takich osób i chciałabym, żeby nikt nie spędzał tegorocznego Bożego Narodzenia sam. 
– Dobrze! Już się robi! 
– Słucham? – zapytałam, ale on już odleciał saniami z prędkością światła. 

Leżałam na kanapie w świątecznej pidżamie i oglądałam „Kevina samego w domu”, ale niezbyt skupiałam się na filmie. W głowie miałam tylko wydarzenia z poprzedniego dnia i mnóstwo pytań: 
„Czy to był prawdziwy Święty Mikołaj?” 
„Czy naprawdę pomoże wszystkim samotnym ludziom?” 
„Czy to wszystko mi się tylko nie przyśniło?” 
Już chciałam wrócić do oglądania, jednak okazało się, że lecą reklamy. Wyciągnęłam rękę i złapałam pilota, po czym zaczęłam przełączać programy. Włączyłam serwis informacyjny. Kobieta w białej marynarce siedziała przy biurku. Już miałam wyłączyć telewizor, gdy nagle usłyszałam: 
„Pewna osoba, która najprawdopodobniej chciała pozostać anonimowa, sfinansowała wieczerzę wigilijną w różnych miejscach na świecie. W Polsce odbędzie się ona w takich miastach jak: Warszawa, Gdańsk, Bydgoszcz, Olsztyn oraz Toruń. Patrząc na cenę, niektórzy twierdzą, że była to raczej pokaźna grupa ludzi lub nawet fundacja. Każdy, kto nie ma z kim spędzić Bożego Narodzenia, może przyjść. Wstęp jest bezpłatny, a wszelkie własnoręcznie przygotowane dania są mile widziane. Po więcej informacji zapraszamy na naszą…” 
Wyłączyłam telewizor i uśmiechnęłam się do siebie. 

                                                                                                                                                                    autorka: Anastazja Pietrzak