SERCE SZKOŁY,  TWÓRCZOŚĆ ZMP,  Uncategorized

OPOWIADANIE – Agata Drab

Paweł obudził mnie bardzo wczesnym rankiem. Było to do niego niepodobne, ponieważ jest on zazwyczaj człowiekiem leniwym. Znam go już ponad 5 lat, więc zdążyłam w tym czasie dowiedzieć się o moim przyjacielu bardzo dużo. Zaspanym głosem zapytałam czy coś się stało. On odpowiedział:
– Haha! Nie, czuję się dobrze a nawet powiedziałbym wyśmienicie… Mam dla ciebie niespodziankę. Ubieraj się szybko i za 30 minut zejdź na dół, tam ci wszystko opowiem.
Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, Paweł wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Byłam zdziwiona           i jednocześnie nie mogłam powstrzymać radości. 
          Szykując się, zastanawiałam się, co to za „niespodzianka” i w co powinnam się ubrać. Gdzie on może mnie zabrać? Nigdy nie miałam takiej sytuacji, kiedy ktoś budzi mnie o godzinie 7.00, gdy nie muszę iść do szkoły. Tym bardziej, że oznajmia w ostatniej chwili, że ma dla mnie niespodziankę. 
          Gdy już byłam gotowa, zeszłam do kuchni, w której chłopak przygotowywał śniadanie. Zauważył, że przyszłam, więc zaczął:
– Dobra, a więc słuchaj… Jedziemy za 2 godziny do pewnego miasta. Na pewno ci się spodoba. Spakuj niezbędne rzeczy, będziemy tam przez 2 dni.
Podbiegłam do niego i zaczęłam dziękować. Tylko jemu wyżalam się z moich problemów. Wie on bardzo dobrze, że ostatnie dni nie należą do moich ulubionych. Odpowiedział, że podziękuję mu tylko swoim uśmiechem. Przytuliliśmy się do siebie, zjedliśmy szybko śniadanie, po czym poszłam się pakować. 
           Na dworcu nie czekaliśmy długo na pociąg. Podróż trwała ponad 3 godziny. Czas ten jednak zleciał szybko, ponieważ graliśmy w gry oraz wygłupialiśmy się.
           Nagle pociąg zatrzymał się na stacji „Szczęśliwsko”. Na pierwszy rzut oka, było tam pusto, żadnych domów – jedynie pole, na którym rosła trawa, a dalej widać było las. Myślałam, że sobie żartuje, gdy powiedział, że już wychodzimy. 
           Szliśmy przez wąską dróżkę prowadzącą w stronę lasu. Nie był on zbyt duży. Za nim pojawiło się… miasteczko. Wyglądało jak zaczarowane! 
           Przez ten czas nocowaliśmy u pewnej życzliwej pani Justynki. Mieszkańcy tego miasteczka byli bardzo mili. Nikt nie wyglądał na smutnego, na twarzy każdego napotkanego człowieka widać było uśmiech i zadowolenie. Wszyscy witali się ze sobą uprzejmie, a nawet ze mną mimo, że ich nie znałam. Drogi, trawy i mieszkania były czyste, nie było widać ani jednego papierka na ziemi. 
           Bardzo mi się Szczęśliwsko podobało. Każdy mieszkaniec, którego zauważyłam na mieście, komplementował mnie bądź uśmiechał się, dzięki czemu też byłam rozpromieniona. 
           Niestety następnego dnia już wracaliśmy do domu. Byłam bardzo smutna, gdy musieliśmy się pakować oraz żegnać z poznanymi tam ludźmi. 
           W pociągu zaczęłam dziękować Pawłowi i pytać się jak znalazł to miejsce. On odpowiedział, że nie może powiedzieć, ponieważ jest to tajemnica. Obiecał, że pojedziemy tam znowu za 6 dni. Skakałam z radości. Nie mówiłam mu tego, ale rozmyślałam nad przeprowadzką do Szczęśliwska.
 
autorka opowiadania: Agata Drab